Tralalala

takie tam.

Wpisy z okresu: 7.2004

Wiec wrocilam!!!! Wiem, wiem ze sie cieszycie z mojego powrotu:DDD Wlasciwie to przybylam 2 dni temu, ale przez moje wrodzone lenistwo nie chcialo mi sie zbytnio pisac… No coz…znowu ruszam w swiat w poniedzialek, na szczescie nie tak daleki, tylko 1 godzinke autobusem (jeszcze nie wiem jakim) do Zdrojow w celu ktore znaja nieliczne osoby… To moze teraz cos o obozie…
Dzialo sie zbyt duzo zeby to tu opowiedziec i jednoczesnie was nie zanudzic… Wiec powiem tylko pobieznie najwazniejsze rzeczy…
Wyjazd odbyl sie 12 lipca na dworcu w Szczecinie dokladnie o godzinie 22:45(chyba).W pociagu wiadomo jakie rzeczy sie dzieja(yhm:))) Ogolnie mowiac – zwariowanko bylo:DDD No ale w jakis niezrozumialy sposob udalo mi sie zasnac:) Raniutko mielismy przesiadke w Katowicach i autokarami prosciutko pojechalismy do naszej bazy w Ustroniu Lipowcu. Nie mowie- ladnie tam bylo: kibelki(niestety, nie zawsze sie trafiaja…), dzialajace prysznice, stolowka pod nosem (no, nie trzeba bylo na zarcie kilometr chodzic:)) Namioty troche niewygodne, ale dalo sie przezyc(jeeee, nieprzemakaly i nie robily sie potoczki na ziemi:DDD)
wiec 1 dnia na obozie byla zaplanowana pionerka,czyli-wykonywanie mebelkow i innych takich rzeczy z drewna, srobek i sznurkow. A ze prawie wszystko juz tam bylo to pionerka sie zwezila tylko do robienia totemu(tlumaczenie: tzw.”reklama” osob mieszkajacych w namiocie, jakas nazwa np.”Babuszki Wikinguszki”:)))Wiadomo-aby cokolwiek zrobic potrzebne bylo drewienko-poszlyam wiec z moimi wspolokatorkami z namiotu(Gosia,Kasia i Pysia) do lasku po tenze szlachetny material. Szukalysmy i zaszlysmy az do Wisly, w ktorej poblizu znalezlismy poziomki(po ktorych mnie bolal brzuch:PPP). Wiec do obozu wrocilysmy bez drewna:PPP Wieczorem odbylo sie ognisko obozu, niestety, nie takie prawdziwe, bo rozpadal sie deszcz i musielismy sie zadowolic kilkoma swieczkami na stolowce:))) Nastepnego dnia po sniadanku bylo sprawdzanie porzadkow – nasz chyba najgorszy problem(nasz, czyli moj, Gosi, Pyski i Kaski). Oczywiscie oberwalismy po pilocie, co zdarzalo sie bardzo czesto podczas tego obozu:PPP(pilot- rozwalenie koca,materaca, spiwora i przescieradla na kanadyjce[kanadyjka-drewniane, rokladane lozko,na ktorym harcerze spia na obozach, swoja droga-nawet wygodne])Dzis tez mialam pierwsza na tym obozie warte-pilnowalam wejscia do obozu. Noc ciekawego sie nie zdarzylo- ludzie wychodzili do lasu po drewno, albo na gry terenowe. Przynajmniej nie przydarzyla mi sie taka przygoda jak moim kolezankom tydzien pozniej – skini niezle je nastraszyli…
Troche sie rozpisalam wiec teraz sprobuje szybciej, a jak komus sie nie chce do konca czytac to niech przejdzie do komenarzy(aaa, wy leniuchy!!!).
15 nasza druzyna miala sluzbe, czyli-sprzatanie obozu, kuchni, kiblow, warty itp…Paskudna sprawa… Ale byla tez gra terenowa, na ktorej Goska zaintonowala nowy trend: POGO!(czyli nagle przewalanie sie na jakas osobe i probowanie ja powalic na ziemie uderzeniem w bok:DDD Poproboje sobie w szkole:))Wieczorem(co jak widac okazuje sie tez najlepsza pora dnia:)) odbyly sie spiewanki:))) no, chyba jusz nie trzeba tlumaczyc… 16 wędrowka, czyli nuzace wchodzenie na jakas gore…i potem znowu schodzenie…Skutkie czego mialam tylko odciski na pietach i nie moglam przez pare dni chodzic w moich slicznych glanach:( Tego wieczora bylo plasowisko (harcerze tyez lubia sie bawic:D) przez ktorego wiekszosc bawialismy sie w „zrobmy kolka 2″(jusz,jusz,tlumaczenie-zabawa polega na tym, ze w jednym kolku jest drugie i oba kreca sie w przeciwna strone, spiewajac sobie pewna charakterystyczna piosenke… Kiedy zabrzmi 1,2,3! osoby z wewnetrznego kolka sie odwracaja i caluja osobe, ktroa znajduje sie naprzeciw niej…jesli potraficie sobie to wyobrazic…). Wiec te wieczor uplynal…Faaaajnie:)
17 odbyla sie wycieczka do sztolni czyli podziemnego tunelu zalanego czesciowo woda, ktory mozna bylo zwiedzac lodkami a potem do dawnej kopalni srebra…Hmm…przynajmniej sie nie nudzilismy:))) I doszlam do wniasku, ze ci Ślazacy tak fajowo gadaja…
Ok,ok…wiem ze to troche dlugo trwa… Wiec potem odbyla sie jeszcze jedna wycieczka, tym razem 2-dniowa, wiec wedrowalismy caly dzien, wracalismy na baze i znowu chodzilismy caly dzien. Byla wiec podroz kolejka linowa i rozne takie… Na obozie bylo tez cos takiego jak Lesny Czlowiek(wypuszczaja cie do lasu na kilka godzin bez jedzenia, masz sobie zbudowac chatke z galezi i nikt nie ma cie zobaczyc…) Przynajmniej sie spokojniue z zastepem wykapalismy w Wisle…Gdyby tylko nagle nie nadleciala burza z piorunami…Mowie wam…to bylo niesamowite…Niec tak przez las, kiedy wokol ciebie leca strugi deszczu i wydaje sie, ze zaraz walnie w ciebie piorun. No ale przezylismy…
Pod koniec obozu dostalysmy alarm polgospodarczy(pakujecie sie dziewczyny i z plecakami biegac po placu apelowym!). No, milo to moze nie bylo, ale chyba zasluzylysmy… Zadziwiajaco duzo obob trafilo tez do izolatki z czestymi wymiotami… Hmmm…czyzby to pyszne jedzonko? No i jeszcze dzien przed wyjazdem byla wycieczka na basenik… Poziom nie taki jak na lagunie, ale nie ma co nazekac w takiej miescinie… Ogolnie podsumowujac: to byl moj drugi oboz, ale uwazam, ze pierwszy byl lepszy- nie ze jakies cud warunki, ale inna atmosfera i towarzystwo, a chyba to sie bardziej liczy jednak… Bo mozesz byc na jakis super exkluzywnych wyspach, ale i tak nie bedziesz sie czuc dobrze wsrod glupich snobow… No ale oboz to oboz – musi byc fajnie.
No i nie opowiedzialam wszystkiego, co moglam sie spodziewac,… Watpie by ktokolwiek to przeczytal do konca… Nawet sama bym tego nie zrobila… A moze zamieszcze kiedys slownik wyrazen harcerskich?? Hehe:))) Zart…
Pozdrawiam was kochani moi, przybywam za weekend i cos wam naskrobie!!! Bywajcie!!! Jeszcze raz pozdrawiam czytelnikow mojego bloga!!!

A wiec bedzie to moja notka pozegnalna:) Wjezdzam, ale na szczescie nie na zawsze, ale tylko na 2 tygodnie i jeden dzien. Nie tesknijcie za mna! Wszelkie uwagi, zyczenia, skargi, pochwaly i inne wiadomosci prosze kierowac w komentarzach pod tą nottką. A teraz mowie wam – zegnajcie!!!

Pozdrawiam: Martynke, Rovenke, Hanie, Ale, Makoto, Neki, Marte, Paulinke:*, Arwene i wszystkie kolezanki Martynki ktore to czytaja:) No, chyba jusz wszyskich wymienilam:))) Wiec moge jechac sobie spokojnie:) Bywajcie i oby wam sloneczka nie zabraklo!!!

Wyjezdzam oczywiscie:))) Wreszcie bede sie mogla troche rozruszac (byle nie za bardzo:D) i pooddychac swiezotkim powietrzem:) Tylko zeby nie ta wedroffka! Z Martyna robilismy ja ogolnie chyba z tydzien:P Az wreszcie sie okazalo, ze 1 centymetr na mapie to nie 10 kilometroff, ale 1:))) I jakos jednak dojdziemy do tego zamku:))) Potem bylismy na pucharze Strong-menow na Walach Chrobrego. Ale nic tam ciekawego nie robili: ciagneli jakas ciezarofke na zmiane i tyle:P A na dodatek potem sie grad rozpadal… Jusz sie nie moge doczekac, bo tesz taki oboz to sie zdarza tylko raz na rok(dla nie poinformowanych przypominam ze jade na oboz harcerski do Ustronia:)) Rok temu zabralysmy z kolezankami na oboz myszke laciata, ale druzynowa nie byla tym zachwycona:))) Takze w tym roku jusz nic TAKIEGO nie bierzemy:) Tak sie zastanawiam, czy oby nie pisze bez sensu… Yhym…nom, a czy ja kiedykolwiek pisze z sensem??:DDD
Na razie nic jusz wiecej nie mam do powiedzenia:) Zeganm sie wiec, byc moze na ponad 2 tygodnie z wami:))) Papatki i obyscie mieli milutki somer!!!! :***


  • RSS