Wiec wrocilam!!!! Wiem, wiem ze sie cieszycie z mojego powrotu:DDD Wlasciwie to przybylam 2 dni temu, ale przez moje wrodzone lenistwo nie chcialo mi sie zbytnio pisac… No coz…znowu ruszam w swiat w poniedzialek, na szczescie nie tak daleki, tylko 1 godzinke autobusem (jeszcze nie wiem jakim) do Zdrojow w celu ktore znaja nieliczne osoby… To moze teraz cos o obozie…
Dzialo sie zbyt duzo zeby to tu opowiedziec i jednoczesnie was nie zanudzic… Wiec powiem tylko pobieznie najwazniejsze rzeczy…
Wyjazd odbyl sie 12 lipca na dworcu w Szczecinie dokladnie o godzinie 22:45(chyba).W pociagu wiadomo jakie rzeczy sie dzieja(yhm:))) Ogolnie mowiac – zwariowanko bylo:DDD No ale w jakis niezrozumialy sposob udalo mi sie zasnac:) Raniutko mielismy przesiadke w Katowicach i autokarami prosciutko pojechalismy do naszej bazy w Ustroniu Lipowcu. Nie mowie- ladnie tam bylo: kibelki(niestety, nie zawsze sie trafiaja…), dzialajace prysznice, stolowka pod nosem (no, nie trzeba bylo na zarcie kilometr chodzic:)) Namioty troche niewygodne, ale dalo sie przezyc(jeeee, nieprzemakaly i nie robily sie potoczki na ziemi:DDD)
wiec 1 dnia na obozie byla zaplanowana pionerka,czyli-wykonywanie mebelkow i innych takich rzeczy z drewna, srobek i sznurkow. A ze prawie wszystko juz tam bylo to pionerka sie zwezila tylko do robienia totemu(tlumaczenie: tzw.”reklama” osob mieszkajacych w namiocie, jakas nazwa np.”Babuszki Wikinguszki”:)))Wiadomo-aby cokolwiek zrobic potrzebne bylo drewienko-poszlyam wiec z moimi wspolokatorkami z namiotu(Gosia,Kasia i Pysia) do lasku po tenze szlachetny material. Szukalysmy i zaszlysmy az do Wisly, w ktorej poblizu znalezlismy poziomki(po ktorych mnie bolal brzuch:PPP). Wiec do obozu wrocilysmy bez drewna:PPP Wieczorem odbylo sie ognisko obozu, niestety, nie takie prawdziwe, bo rozpadal sie deszcz i musielismy sie zadowolic kilkoma swieczkami na stolowce:))) Nastepnego dnia po sniadanku bylo sprawdzanie porzadkow – nasz chyba najgorszy problem(nasz, czyli moj, Gosi, Pyski i Kaski). Oczywiscie oberwalismy po pilocie, co zdarzalo sie bardzo czesto podczas tego obozu:PPP(pilot- rozwalenie koca,materaca, spiwora i przescieradla na kanadyjce[kanadyjka-drewniane, rokladane lozko,na ktorym harcerze spia na obozach, swoja droga-nawet wygodne])Dzis tez mialam pierwsza na tym obozie warte-pilnowalam wejscia do obozu. Noc ciekawego sie nie zdarzylo- ludzie wychodzili do lasu po drewno, albo na gry terenowe. Przynajmniej nie przydarzyla mi sie taka przygoda jak moim kolezankom tydzien pozniej – skini niezle je nastraszyli…
Troche sie rozpisalam wiec teraz sprobuje szybciej, a jak komus sie nie chce do konca czytac to niech przejdzie do komenarzy(aaa, wy leniuchy!!!).
15 nasza druzyna miala sluzbe, czyli-sprzatanie obozu, kuchni, kiblow, warty itp…Paskudna sprawa… Ale byla tez gra terenowa, na ktorej Goska zaintonowala nowy trend: POGO!(czyli nagle przewalanie sie na jakas osobe i probowanie ja powalic na ziemie uderzeniem w bok:DDD Poproboje sobie w szkole:))Wieczorem(co jak widac okazuje sie tez najlepsza pora dnia:)) odbyly sie spiewanki:))) no, chyba jusz nie trzeba tlumaczyc… 16 wędrowka, czyli nuzace wchodzenie na jakas gore…i potem znowu schodzenie…Skutkie czego mialam tylko odciski na pietach i nie moglam przez pare dni chodzic w moich slicznych glanach:( Tego wieczora bylo plasowisko (harcerze tyez lubia sie bawic:D) przez ktorego wiekszosc bawialismy sie w „zrobmy kolka 2″(jusz,jusz,tlumaczenie-zabawa polega na tym, ze w jednym kolku jest drugie i oba kreca sie w przeciwna strone, spiewajac sobie pewna charakterystyczna piosenke… Kiedy zabrzmi 1,2,3! osoby z wewnetrznego kolka sie odwracaja i caluja osobe, ktroa znajduje sie naprzeciw niej…jesli potraficie sobie to wyobrazic…). Wiec te wieczor uplynal…Faaaajnie:)
17 odbyla sie wycieczka do sztolni czyli podziemnego tunelu zalanego czesciowo woda, ktory mozna bylo zwiedzac lodkami a potem do dawnej kopalni srebra…Hmm…przynajmniej sie nie nudzilismy:))) I doszlam do wniasku, ze ci Ślazacy tak fajowo gadaja…
Ok,ok…wiem ze to troche dlugo trwa… Wiec potem odbyla sie jeszcze jedna wycieczka, tym razem 2-dniowa, wiec wedrowalismy caly dzien, wracalismy na baze i znowu chodzilismy caly dzien. Byla wiec podroz kolejka linowa i rozne takie… Na obozie bylo tez cos takiego jak Lesny Czlowiek(wypuszczaja cie do lasu na kilka godzin bez jedzenia, masz sobie zbudowac chatke z galezi i nikt nie ma cie zobaczyc…) Przynajmniej sie spokojniue z zastepem wykapalismy w Wisle…Gdyby tylko nagle nie nadleciala burza z piorunami…Mowie wam…to bylo niesamowite…Niec tak przez las, kiedy wokol ciebie leca strugi deszczu i wydaje sie, ze zaraz walnie w ciebie piorun. No ale przezylismy…
Pod koniec obozu dostalysmy alarm polgospodarczy(pakujecie sie dziewczyny i z plecakami biegac po placu apelowym!). No, milo to moze nie bylo, ale chyba zasluzylysmy… Zadziwiajaco duzo obob trafilo tez do izolatki z czestymi wymiotami… Hmmm…czyzby to pyszne jedzonko? No i jeszcze dzien przed wyjazdem byla wycieczka na basenik… Poziom nie taki jak na lagunie, ale nie ma co nazekac w takiej miescinie… Ogolnie podsumowujac: to byl moj drugi oboz, ale uwazam, ze pierwszy byl lepszy- nie ze jakies cud warunki, ale inna atmosfera i towarzystwo, a chyba to sie bardziej liczy jednak… Bo mozesz byc na jakis super exkluzywnych wyspach, ale i tak nie bedziesz sie czuc dobrze wsrod glupich snobow… No ale oboz to oboz – musi byc fajnie.
No i nie opowiedzialam wszystkiego, co moglam sie spodziewac,… Watpie by ktokolwiek to przeczytal do konca… Nawet sama bym tego nie zrobila… A moze zamieszcze kiedys slownik wyrazen harcerskich?? Hehe:))) Zart…
Pozdrawiam was kochani moi, przybywam za weekend i cos wam naskrobie!!! Bywajcie!!! Jeszcze raz pozdrawiam czytelnikow mojego bloga!!!