Tralalala

takie tam.

Wpisy z okresu: 7.2005

Nie potrafię pisać o czymś co mnie smuciło, kiedy mam dobry humor (czyli prawie zawsze:P), więc po prostu nie będę tego robiła. Co nie znaczy, że nie napiszę tego, co już dawno miałam u umieścić. To tak a`propos wstępu do baaardzo długaśnej, poobozowej notki. Aby niczego nie pominąć i by wszystko było w ładzie i składzie będę pisać wg dni, zaczynając na 3 lipca, a kończąc na 21 – dniu przyjazdu:)

3 lipiec – opuszczamy Szczecin

Zbiórka na peronie o 20:30. Zawsze w takich chwilach czuję radość, bo, nie ukrywając, lubię dalekie podróże w nieznane:) A tym razem celem wyjazdu miały być Góry Świętokrzyskie, dokładniej Suchedniów(ul.Partyzantów…eee? Coś koło 21). Wpakowaliśmy się do przedziału, a o całą podróż możnaby podsumować w jednym słowie: spokojna. Nie wydarzyło się nic niezwykłego, nikt nie wyleciał przez okno (a szkoda…), chociaż w przedziale obok dzieciaki miały odpały po Princessie cytrunowej:P

4 lipiec – przyjazd do Suchedniowa

Gdzieś koło 8:00 wpakowali nas w 3 atokary i za jakąś niecałą godzinkę byliśmy na bazie (ja straciłam w pewnym momencie poczucie czasu:P). Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to to, że nasz oboz składał się z DWÓCH podobozów:P No coż, nie podobało mi się to zbytbio, ale coż miałam do powiedzenia:P Potem cały dzień chodziłam bezdomna, bo brakowało namiotów na naszym (górnym) podobozie, a ze nie było co do roboty, to nosiłam kanadyjki, koce i materace (naprawde, bardzo ciekawe zajecie:P). Popołudniu przydzielono nam w końcu wspaniały, podziurawiony namiot(wspomnę, że był to NS, z reszta nie było innych, dzieki Bogu).

5 lipiec – ognisko obozu

Od rana na całym obozie trwała pionierka, wiec nie było specjalnie czasu na zapoznawanie sie z innymi druzynami… Niewiele pamiętam z tego dnia, oprocz ogniska:P Tak, zbytnio oryginalne nie bylo, kazda druzyna miala pokazac sie od jak najlepszej strony, wiec najpierw Klaudia z Pyska zatanczyly, a potem cala druzyna puszczala słit uśmiechy do wszyskich:) Oczywiscie ja i Kaska tak sie ustawilysmy zeby puszczać cizziory do kameleona:) Eh, nie zapomne tego wzroku Moniki Dzwonkowskiej:D:D:D

6 lipiec – wycieczka druzyny

Troszke nam nie wyszla, bo mielismy dojsc do Bramy Piekielnej, ale zgubilismy sie i musielismy zawracac:P W sumie doszlismy …eee, no gdzieś doszlismy(taaak?:) i po drodze do obozu mielismy troche czasu w Suchedniowie. Nic nie kupowalam, bo nie zdarzylam do Biedronki. A tylko tam robie zakupy (codziennie niskie ceny!)

7 lipiec – olimpiada

Z tego dnia jedyne co zapamietalam to olimpiada:) A przede wszstkim jak kibicowalysmy Daffidkowi przy kapkowaniu:) I jak z nim rozmawialysmy:) Ooo… No a potem poszlam do Kaski zeby jej pomoc przy jej konkurencji (czyli skakanie na skakance na czas) i oczywiscie ostatnia przyszla 4dh:) Co za zbieg okolicznosci:P

8 lipiec – wycieczka obozu

Pierwsza obozowa wycieczka:) Na poczatku zobaczlismy slynny dąb Bartek:P Bardzo dudy dęb:P Potem zwiedzilismy jaskinie Raj. Przyznam ze nigdy jeszcze nie widzialam na zywo takich wspanialych stalaktytów i stalagmitów… Normalnie marzenie, pomyslec, ze kiedys zyli tam jacys prehistoryczni ludzie. Oczywiscie byla tam tez kobieta, ktora gadala cos o jakis czajniczkach i słonikach, ale i tak najlepsze bylo jak druzynowa 45 spytala ja o cos, co dotyczyło jaskini, a ta ja olala:D Następnie ruszyliśmy szturmem na zamek w Chęcinach (w którym podobno starszy Biała Dama, ale my to już znamy:P). Wspieliśmy sie na wieze (dodam, ze schody byly bardzo strome:P:P:P), z ktorej roztaczaly sie WIDOKI:P W sumie myslalam ze to bedzie wyzej (patrz: latarnia morska w Świnoujsciu=)… Juz prawie pod koniec wyjechalismy do skansenu, czyli muzeum na swiezym powietrzu (cos w stylu Biskupin). Skansen mial przypominac wies w ktorymstam wieku(no coz, troche chyba to nie wyszlo: juz przy wejsciu stragany z pamiatkami:P). W sumie nie bylo tak zle, moglo byc nawet fajnie, gdybysmy spedzili tam troche wiecej czasu i nie byli tak bardzo zmeczeni:P Tak juz zupelnie na koniec pojechalismy na pol godziny do Kielc, gdzie zakupilam mleczko w tubce:) I jeszcze nielegalnie fantę lemonic, ale o tym ciiii…:) A, i jeszcze trzeba wspomniec o Sylwii, ktora dostala ataku astmy, przez cos 3 dziewczyny spoznily sie z jakies 20 minut:P I jak sie potem okazalo kochana Sylwia miala przez caly czas inchalator w plecaku(no coment). Dzisiaj miała się też odbyć nocna gra moja i Karoliny, tyle,ze Kamila nie zglosila tego wczsniej i rozlozone juz punkty musialysmy znowu zbierac:P Ale i tak było fajnie:D Szczególnie jak Czesiu przyszedł i powiedział: „Koniec imprezy, do namiotów:D” Lol:)

9 lipiec – chrzest

Ehem, oczywiscie nie uczestniczylam w nim:P No coz, starosc tez radosc:) Ale za to wcielilam sie w role diableka i bilam niegrzeczne dzieci galazkami po nogach:) Biedny Filipek… Popoludniu Dinogra… Wieczorem kominek archeo, który nie byl tak naprawde kominkiem tylko pokazem mody jaskiniowej:) W sumie bardzo ciekawie to wyszlo:)

10 lipiec – wycieczka do Wąchocka

To byl chyba dzien ktory zapamietala najlepiej z calego obozu:P Pojechalismy do Wachocka, malego miasta, ktory bardziej przypominal wies, a do stolicy polskiego humoru to na pewno mu duzo brakowalo:P No ale twardo idziemy do klasztoru cystersow, a tam kto nas wita od progu? BRAT MARIAN:) Tak, wiec zaczelo sie oprowadzanie po (dlaczego on jest taki ogromny???) calym budynku… Kiedy bylismy w tym miejscu gdzie medytowali, to myslalam ze usne… Ale nie to bylo najlepsze. Pomijajac, ze polowe tego co gadal brat Marian wogole nie zrozumialam i to, ze co 2 zdanie mowil:”tego nie znajdziecie w zadnym przewodniku! To wiem tylko ja!” to na dodatek nosil jakis prehistoryczny, lekko
pożółkły plaszcz, ktory smierdzial jakby przed chwila zostal wyciagniety ze smietnika, nie mial polowy zebow i wygladal tak, jakby ostatni raz sie myl kilka lat temu:P Taaak… Wiec Wąchock bede pamietac glownie nie z kawalow, tylko z brata Mariana(ktory na koniec dal nam jeszcze swoje wizytowki:)). Potem mielismy troche czasu w tej miescinie… I z powrotem do Suchedniowa…

11 lipiec – Katarzyna przyboczna

Tak, ten sznur powinnien do niej nalezec od dawna – w przeciwienstwie do mnie, jak to zaznaczyla:P

12 -14 lipca – Wędrówka

Wyruszlyliśmy na nią z pewnym opoznieniem, bo musielismy czekac na… No, niewazne, w kazdym razie mielismy jechac do Nowej Slupi i z tamtad isc do Bodzentyna, ale nie bylo juz niestety autobusu i postanowilismy isc w przeciwna strone… W trakcie czekania na PKSa kupilismy sobie pyszne, jeszcze cieple jagodzianki:) No dobra, podjezdza nasz pojazd, a w srodku kto??? Kameleon:) Wiec dojechalismy do Bodzentyna, gdzie obejrzelismy wspanialy zamek (a wlasciwie to ruiny tego zamku, ale mniejsza o to – i tak byl piekny:) No i zaczelo sie wchodzenie pod gore… Jak bylam w polowie to naszla mnie mysl zeby zawrocic i pojechac do obozu… Ale jakos wtaszczylismy sie pod te gore. Potem szlo juz troche lepiej, bo nie bylo tak goraco, ogolnie trasa ladna, wiec nie bylo problemow w dostaniu sie do źrodla św. Franciszka, gdzie (w końcu!) się wymylismy:) Och,… Jak to dobrze znowu byc czystym:) Pod wieczor zeszlismy do miasta pt. Św. Katarzyna, gdzie nocleg zalatwila nam 4dh:) (Kameleon? Znowu??:D). I tak skonczyl sie pierwszy dzien wedrowki…
13 lipca ruszylismy rano na podboj Łysicy, Łysej Góry i Św. Krzyża:) Tym razem trasa byla ciezka, bo po drodze pietrzyly sie stosy kamieni (na jednym z nich prawie nie skrecilam nogi, ale mniejsza z tym:) Takie zwaliska nazywaly sie Gołoborza, a najdokladniej mozna je bylo zobaczyc ze szczytu Łysej Gory:) Tam Kamila oglosila alarm mundurowy i juz w mundurach ruszylismy na Świety Krzyz:) Oczywiscie pewnien ksiadz byl tak mily i pokoazal nam relikwie Krzyza Swietego… No, a po wyjsciu z kosciola(bazyliki?klasztoru?) dwie dziewczyny – Klaudia i Karolina dostaly krzyze:) Wieczorem zeszlismy do Nowej Słupii, gdzie pewna pani pozwolila nam przenocowac na jej podworku.
14 rano obodzilam sie, bo kolo naszych namiotow lataly kury, gesi i inne takie male zwierzatka. Szybko spakowalismy sie i ruszylismy na PKSa do Kielc. Stracilam 2 godziny na jakies denne muzemu (nigdy nie chodz do muzeum w Kielcach:P), no ale przynajmniej zjedlismy pizze w telepizzy:) (wreszcie jakies normalne sniadanie! – Konrad:P). No i oczywiscie powrot na baze… I od razu sluzba:)

15 lipiec – Chatka robinsona

Tak z nocy to pamiętam jeszcze jak mialam warte z Karolina Szczypiorska… No a popoludniu dzieciaki wychodzily na chatke… Klaudia i Pyśka tez mialy wyjsc, ale musialy przyniesc banniaki z woda… Tylko problem byl taki, ze nikt nie chcial im pomoc, wiec musialy czekac, az ja z Kaska skonczymy swoja 3 warte i im pomozemy:P I jak juz wszstko skonczylysmy to bylo troche pozno… W sumie przyznam, ze na obozie bez mlodszych bylo super:) Najlepepsze, jak na kolacji jumalismy ze stolu dzemy i serki do kosmetyczek:) (Nikt nie patrzy? To chowaj ten dzem do kosmetyczki!:D).
Wieczorem poszlismy zaniesc chatkowiczom jedzenie… Szybko znalazlysmy chatke dziewczyn, w ktorej przebywal nielegalnie Adam i w ktorej brakowalo Karoliny:P No dobra, szukamy chlopakow, po drodze mijamy wszystkie chatki 33… Po nieudanych poszukiwaniach chcemy wrocic do obozu… Wiec idziemy sobie z Pyska i Kaska taka fajna biała droga, a tutaj z naprzeciwka nadjezdzaja dwa biale motory…:o Kasia wpadla na pomysl, zeby schowac sie za drzwo, wiec wszystkie 3 w krzaki… Kiedy pojechaly dalej, my wychodzimy i spoko – idziemy dalej. Ale nagle co sie dzieje? Motory zawracaja! No to zlapalysmy niezlego stracha i zaczelysmy uciekac, a motory za nami… Jak juz byly tuz,tuz to ladujemy sie w krzaki, ja oczywiscie zarobilam 2 gleby:P (moze to i dobrze, bo nie wiadomo co by sie moglo stac…). Cale roztrzesione siedzimy w tych krzakach, 5 minut, 10 minut… Nagle warkot motorow… W koncu wyszlysmy z tych krzakow po pol godzinie i sprintem do najblizszej chatki… A potem co sie okazalo? Ze chlopaki mieli chatke zaraz obok dziewczyn! :/:/:/

16 lipiec – Chatka c.d. i pląsawisko

Przed poludniem musielismy zaczac sciagac ludzi z chatki, poniewaz zaczelo padac… Nie wiem w czym to przeszkadzalo, bo sama zdalam chatke w Pajaku, gdzie tez padalo z pol dnia:/ Kiedy przybylismy z pomoca spotkalismy juz u naszych ksiedza Waldka:P I jeszcze mialysmy blizsze spotkanie z krowa, ktora sie wybrala rano nad rzeczke:P Wieczorem bylo pląsawisko i zabawa, ktora najbardziej zapadla mi w pamiec „Let me see you..” :) I pokazywalismy wszystkich po kolei, w tym Sylwie i Konrada po 3 i 4:) aha, i jeszcze tego dnia polowa druzyny zaczela zdawac na milczka… Do konca dotrwala tylko Karolina C.:)))

17 lipiec – wyjazd Żaby

Rano odbyly sie warsztaty rzezbiarskie… Takie tam robienie bransoletek z drutow i rzezbienie roznych przedmiotow z gliny… Popoludniu zajecia z samarytanki moje i Klaudii oraz symulacje… Wyjechała Żaba i wtedy sie zaczelo…

18 lipiec – Festiwal

Rano, jak moglam sie domyslic zaspalam na odprawe (to wszystko przez zle nawyki w ciagu roku szkolnego! Czyli wstawanie na 7:30:P… No, niewazne). Kaska dostala opiernicz, ale potem wyjasnilam co nieco… Wiec mialam czyste sumienie, niezaleznie czy to co powiedzialam obchodzilo ich czy nie:P No, przed poludniem przygotowania do festiwalu, czyli wałkowanie piosenki „Zielona miłość”, ktora i tak nam nie wyszla:P Za to dziewczyny zatanczyly niezle, za co otrzymalismy pierwsze miejsce:) Szkoda tylko, ze Grzesiu nie chcial zatanczyc:( Ale i tak wymiata Czesiu i jego piosenka… „Lesiu, ty dresiu…”:D:D:D… Oraz taniec brzucha Daffidka:) Wieczorem odbyla sie dyskoteka… Stanowczo za krotka i jak dla mnie muzyka nie taka… A w nocy ścieżka duchów, ktora miala byc straszna, ale cos chyba nie wyszlo:P I tak bylo najlepiej po sciezce, kiedy sobie chodze kolo namiotow, a tak sobie siedzi jakis facet to ja:”Kto to?”, a on nic, wiec swiece w niego latarka, a on sie poderwal i do lasu! :O Wogle jaki stres… To ide z tym do warty (wtedy miala akurat 4…), a oni mi poradzili, zeby isc do instruktora… Ehem, zaczelo sie budzenie Janka, ktore trwalo z 15 minut:P (nastepne 15 minut trwalo wytlumaczenie mu o co chodzi:)). Poszlismy do Anety, zeby jej wytlumaczc o co chodzi, a ona poszla ze mna na podoboz… No i w ten sposob gadalam sobie z Aneta i warta do 2 w nocy…:) Ale byc moze dzieki mnie nic tej nocy nie podwedzili z obozu… Amen.

19 lipiec – Bieg harcerski

Dolaczlylam sie do zastepu I Wegielki… Ogolem bieg byl dosyc ciekawy, acz nie rewelacyjny… Zajelismy 4 miejsce, przez co dostalismy kokosa:D Spoko kokos:) Popoludniu zajecia o odpowiedzialnosci… To co mialam powiedziec, powiedzialam. Wieczorem ostatnie podsumowanie obozu… I juz poznym wieczorem (ostatniego dnia cisza nocna zostala ogloszona o godzine pozniej:)) kolka dwa razem z 33, 65 starsza i 4… Milo bylo, ale sie skonczylo:(

20 lipiec – Ewakuacja i wyjazd

W sumie polowa mnie chciala juz stad wyjechac, a druga polowa chciala zostac jeszcze pare dni… No ale nie bylo rady – trzeba bylo wyjezdzac. Po spakowaniu sie siedzielismy do 16 „na bagazach”… Potem autokarami do Kielc i juz w pociagu… Maly incydent w dotyczacy przedzialow… Tak, w pociagu dzialy sie rozne rzeczy, ale przez wzglad na inne osoby, ktorym mogloby sie to nie podobac, nie opisze tego:)

21 lipiec – Przyjazd

Po dlugiej, nieprzespanej nocy, w koncu przyjazd do Szczecina…

Nie chcialabym po tym obozie zaczynac niektorych spraw od nowa… Ci do ktorych sie to tyczy wiedza o co chodzi… Moze nie wszystko zostalo wytlumaczone, ale ja nie zamierzam juz tego robic. Na koniec, chcialabym od siebie przeprosic wszystkie osoby ktore urazilam, w szczegolnosci Martynę i Katarzyne. To by bylo na tyle. Na koniec jeszcze, zeby nie zapomniec, dobre teksty, ktore MI zapadly w pamięć:
oczywiscie:”Przyboczny Janku, dlaczego tak kurzysz?” i jeszcze lepsza mina Janka, jak to zobaczyl w pamietniku Karoliny:D,
„przyjaciele lalasu”,
„kamień baczność”,
„znam ludzi z kamienia”,
„dzieci lubią misie, miś po flaszkę leci”
„Śmierdzisz jak brat Marian z Wąchocka!”:):):)
No dobrze, to juz koniec tej dlugasnej notki:) Ale moge wam obiecac, ze za rok bedzie jeeeszcze dluzsza:) I nie napisze nastepnej, dopoki wszyscy tego nie przeczytacie!!! ALOHA:*

Więc… mam już nowy fryz. Całkiem nowy fryz…:P Jak ktoś chce zobaczyć, to niech przyjdzie jutro o 20:40 na Dworzec Główny PKP i szuka dziewczynki z czarnym plecakiem na stelażu wokół której biegają inne rozchichotane dziewczynki:P No dobra, wiem że pięknie wyglądam i że wam się podobam jeszcze bardziej (OCH! ACH!), no ale nie popadajmy w przesadyzm:) Tak, to o czym ja miałam… Aha, o obozie oczywiście:) Bo to już JUTRO wyjazd:):O Boże, jak ten czas szybko leci: niedawno był Gryf, potem poprawianie ocen… A teraz już wakacje:) No cóż… Mam wielką nadzieję że jutro się wrobię z pakowaniem i zakupami(jeszcze nigdy się nie pakowałam w dniu wyjazdu… super:P) no ale jak nie to najwyżej mamusia mi przyśle:) Jasne, jasne:P
No, a mówiąc już tak na poważnie… To właściwie nic więcej nie mam do powiedzenia:) Do zobaczenia wszystkim za 2 i pół tygodnia!!! Nie tęsknijcie za mną za bardzo! Kartek raczej nie wyśle, bo nie będę na poczcie, ale mogę wam przywieźć jakieś skamieniałości z Gór Świętokrzyskich jak ładnie poprosicie:) Buziaczki moje pysiaczki:*:*:*


  • RSS