Zauważyłam ostatnio z przestrachem, że staję się coraz bardziej ironiczna, przez co wyparowuje powoli gdzieś do atmosfery moja emocjonalność… Dla mniej rozgarniętych, bądź też nie nadążających za trybem mojego skomplikowanego myślenia mówię jaśniej: Agata K., zwana dalej oskarżoną w sprawie pogwałcenia kodeksu prawnego, staje się coraz bardziej… obojętna (szukałam tego słowa przez jakieś pół godziny – doceńcie to i przeczytajcie tą notkę w całości). Obojętna na wszystkie sprawy, które nie dotyczą jej własnego tyłka (co bardziej delikatni powinni zasłonić w tym momencie oczy i uszy)a co gorsza… kompletnie zniesmaczona otaczającym ją, cholernym światem (można już spokojnie oddychać… Więcej obscenicznych scen nie będzie). Pytam się: Co się tutaj do jasnego czarta dzieje??? Wokoło biegają ludzie, z którymi nie mogę zawiązać kontaktu wzrokowego, a co dopiero psychicznego… Po prostu nie rozumiem niektórych ludzi, a raczej ich postępowania. Jak można w tym kierunku prowadzić swoje życie? W stronę przepaści duchowej i samego dna społeczeństwa? No dobrze, może trochę przesadziłam, ale sami potwierdzicie, że nikt przy zdrowych zmysłach nie zrobiłby Rona prefektem… To było primo, teraz przejdę do secuno.
W sprawie prowadzenia tego bloga (ależ nie martwcie się, na wasze nieszczęście nie zamierzam go zlikwidować). Dotychczas pisałam o moim życiu materialnym, że tak to ujmę… Od tego momentu zaczynam pisać o tym, co się gromadzi w głębi mojej duszy (to zabrzmiało jak grom z jasnego nieba wymierzony w bezbronną owieczkę). Nie zamierzam zwracać uwagi, czy ktoś to czyta, czy nie, acz wszelkie komentarze są bardzo pożądane… Będę wiedzieć, że rozumiecie o czym ja tutaj wam nawijam;) Natomiast jeśli nie zrozumiecie… No, o tym też się dowiem;) Ja was absolutnie rozumiem… Też bym się bała czytać zapiski obłąkanej Agaty K., zwanej dalej oskarżoną.
Wsuwajcie>>