Tralalala

takie tam.

Wpisy z okresu: 12.2005

Lampki choinkowe w końcu ogłosiły kapitulację i dobrowolnie dały mi się rozplątać. Trwało to jakiś czas, acz w końcu okazało się, że podstępne lamki postanowiły się zepsuć. Bezczelność. (dop.aut.: napisano o 12:coś)
Nie będę oryginalna, o nie, napiszę o tym, co dziś jest najbardziej aktualne – a że dzisiaj dziwnym trafem wypada nam 24 grudnia, tematem będą… (chwila napięcia), a jakże by inaczej, oczywiście Święta.
Magiczny czas? Czy nudy wieczór spędzony z raz w roku widzianą rodziną na obżeraniu się tonami żarcia? A może coś innego? Może Święta są dla każdego z nas tak wyjątkowe, że nie potrafimy opisać ich tylko jednym słowem? Coś w tym jest, o tak moi drodzy. A chociaż teraz może niektórzy z nas (włączając autorkę tej notki) nie potrafią jeszcze określić, czym są dla nich Święta, to już za kilka lat, gdy do naszego życia wkradnie się rutyna, będziemy mogli wyrecytować jednym tchem: „Święta to masa pracy w kuchni i mnóstwo pieniędzy wydanych na prezenty dla bliskich, które i tak w końcu ci ostatni rzucą w kąt…”
A Święta będą niezwykłe tylko do czasu, gdy każdy z nas będzie umiał uczynić je niezwykłymi. Kiedy w każdym człowieku będzie potrafił ujrzec bliźniego, a nie kolejną rzecz, dzięki której można się jeszcze bardziej wzbogacić. Kiedy zdejmiemy… Jak się to mówi? Komercyjną otoczkę z naszego życia. I zaczniemy się cieszyć naprawdę.
Właściwie ta notka miała pojawić się dziś rano (na co wskazuje początek) i traktować o zupełnie czymś innym a przede wszystkim – być w tonie optymistycznym. A ja znów smęcę, jak zwykle. No, a na dodatek ile to ja napisałam! Któż by to widział?
Kończę mój wspaniały felieton, bądź jakkolwiek byście „toto” nazwali. A życzenia? A życzeń nie będzie. Bo już każdemu komu chciałam, złożyłam. A Ci, którzy chcą być ponownie pożyczeni, niech i tacy będą. Wszystkiego…;) (zakończę optymistycznym akcentem – żeby nie było…).

Czy wiecie, jak się czuje człowiek, który jest chory? Więc czuje się z pewnością dokładnie jak ja. Spytacie w takim razie: jak się czuje wasza biedna Agatka? A odpowiedź brzmi: czuje się źle, jakby ktoś wyssał jej powietrze z mózgu i wypełnił go jakimś cięzkim, trującym gazem. Właśnie trującym.
Podobno najlepsze pomysły przychodzą nie podczas wytężonego, umysłowego myślenia, lecz zupełnie przypadkiem. To by chyba wyjaśniało, dlaczego tak żadko dodaję jakiekolwiek notki. Bo najlepsze pomysły przychodzą do mnie przed zaśnięciem. No, a potem o nich zapominam.
Tym razem jednak, będę pisać wyjątkowo konkretnie. A tematem mojej opowieści będzie… Tego dowiemy się w toku.
Pytania i odpowiedzi. Po co ludzie zadają sobie trud, by szukać odpowiedzi na swoje pytania? Mogą przecież całe życie przeżyć w słodkiej niewiedzy… Zajmować się łatwymi, prostymi i miłymi sprawami. Bujać w obłokach, czy też wąchać kwiatki na łące. Ale onni szukają. I… nie zawsze znajdują. Więc… czemu? Cały sens tkwi w samym szukaniu. Dążeniu do źródła. Przebywaniu kolejnych etapów swoich zachamowań, czasem uprzedzeń. A gdy w końcu dotrzemy do wymarzonego celu i ugryziemy kawałek soczystego jabłka wiedzy, może nam posmakować, wydać się świeże i soczyste. Ale może też stać się gorzkie i niesmaczne. Zatrute…
Być może w tym momencie niektórzy zastanawiają się – co też najlepszego ona wypisuje? I tu jest pikuś. Każdy odbiera na innych falach. Widzi świat przez inny pryzmat. I to jest naszym największym skarbem. Różnorodność. Nieprzewidywalność i niezroumienie, które niekiedy prowadzi również do zguby.
Tak więc: o czym była ta notka. Niektórzy rzekną: „O niczym, niczym ważnym”, natomiast inni: „To było istotne dla mnie, będę szukał…”. Ci ostatni wezmą mnie za ostatnią wariatkę. Tak również bywa.
Myślmy i bądźmy. Zdrowi, to po pierwsze. A po drugie coraz mądrzejsi.


  • RSS