Lampki choinkowe w końcu ogłosiły kapitulację i dobrowolnie dały mi się rozplątać. Trwało to jakiś czas, acz w końcu okazało się, że podstępne lamki postanowiły się zepsuć. Bezczelność. (dop.aut.: napisano o 12:coś)
Nie będę oryginalna, o nie, napiszę o tym, co dziś jest najbardziej aktualne – a że dzisiaj dziwnym trafem wypada nam 24 grudnia, tematem będą… (chwila napięcia), a jakże by inaczej, oczywiście Święta.
Magiczny czas? Czy nudy wieczór spędzony z raz w roku widzianą rodziną na obżeraniu się tonami żarcia? A może coś innego? Może Święta są dla każdego z nas tak wyjątkowe, że nie potrafimy opisać ich tylko jednym słowem? Coś w tym jest, o tak moi drodzy. A chociaż teraz może niektórzy z nas (włączając autorkę tej notki) nie potrafią jeszcze określić, czym są dla nich Święta, to już za kilka lat, gdy do naszego życia wkradnie się rutyna, będziemy mogli wyrecytować jednym tchem: „Święta to masa pracy w kuchni i mnóstwo pieniędzy wydanych na prezenty dla bliskich, które i tak w końcu ci ostatni rzucą w kąt…”
A Święta będą niezwykłe tylko do czasu, gdy każdy z nas będzie umiał uczynić je niezwykłymi. Kiedy w każdym człowieku będzie potrafił ujrzec bliźniego, a nie kolejną rzecz, dzięki której można się jeszcze bardziej wzbogacić. Kiedy zdejmiemy… Jak się to mówi? Komercyjną otoczkę z naszego życia. I zaczniemy się cieszyć naprawdę.
Właściwie ta notka miała pojawić się dziś rano (na co wskazuje początek) i traktować o zupełnie czymś innym a przede wszystkim – być w tonie optymistycznym. A ja znów smęcę, jak zwykle. No, a na dodatek ile to ja napisałam! Któż by to widział?
Kończę mój wspaniały felieton, bądź jakkolwiek byście „toto” nazwali. A życzenia? A życzeń nie będzie. Bo już każdemu komu chciałam, złożyłam. A Ci, którzy chcą być ponownie pożyczeni, niech i tacy będą. Wszystkiego…;) (zakończę optymistycznym akcentem – żeby nie było…).