I oto, prosze państwa nadszedł koniec roku, odszedł głośno tupiąc i wywijając nonszalancko ręka na pożegnanie. Ale to nic, to nic, bowiem dziś w nocy – o dziwo! – odwiedził mnie Pan Nowy Rok. Odziany był w snieżnobiałą marynarkę i szałowy, różowy krawat (czy to jakaś żaluzja? Nie no, skądże;P). Ten szanowny dżentelmen pomógł nam nawet w otwarciu „Piccola” (to nic, że spóźnił się kilka minut – tłumaczył się, że jego limuzyna złapała gumę). Niestety potem gdzieś czmychnął i tyle go widziałam. Nie odezwał się ani słowem, a miałam do niego tyle pytań: a czy dostanę się do wymarzonego liceum, cóż to będę robić w wakację, czy poznam może kogoś, kogoś… Ale on tylko uśmiechnął się ironicznie i znikł bez słowa. A to cham jeden. Jeszcze będzie mnie błagał, żebym go przyjęła pod swój dach:P
Taak. Co do tegorocznego Sylwestra powiem tyle: to była upojna noc. I wszystko jasne:D
Czy wy też zauważyliście, że najłatwiej opowiada się o niczym? Czy może ja odnoszę jedynie takie wrażenie?
Czuję się nieco skrępowana. Właśnie wpatruje się we mnie drewniany kot z przekrzywioną głową i słomianą kokardką na szyi (czyżby go za bardzo nie uciskała? Może to dlatego ma takie wytrzeszczone oczy?). Patrzy na mnie wzrokiem pełnym zdziwnienia. Pytam się więc:
„Czemóż się dziwisz, Luno?(przepraszam bardzo, ale ja tego imienia nie wymyśliłam… Biedne zwierze)”
„”A… widzę po prostu coś, czego wy ludzie, zwyczajne, nie obdarzone żadnymi niezwykłymi zdolnościami istoty dostrzec nie mogą. Jestem zdumiona, że wy, którzy uważacie się za najlepszych i najinteligentniejszych w całym Królestwie Przyrody, nie umiecie pojąć tego, co najgłębsze…”"
„Zupełnie nie rozumiem kochana, o czym mówisz”
„”Przyjdzie czas, a zrozumiesz”" – powiedziała i zamilkła ponownie. Koty to zdecydowanie tajemnicze stworzenia.
Ostatnio doszłam do wniosku, że chyba nie chcę być dorosła. Ależ chcesz! A jednak nie.