Także dochodzę do wniosku, że w najistotniejszych momentach elokwencja nas zawodzi.


Powoli to do mnie dociera i tak, czuję smutek – wydaje mi się, że każdą świadomą istotę takie wydarzenie w jakimś stopniu porusza, nawet jeśli twierdzi inaczej – tym większy, że zdaję sobie sprawę, iż wkrótce zapomnimy. To nieuchronne, z tym nie da się walczyć. I pozostanie tylko niejasne poczucie wiszącego nad nami… losu? opatrzności?

Najbardziej obawiam się, że wkrótce wszystko będzie jak dawniej.